Historia Klasztoru

Początki

Historia Klasztoru Karmelitanek Bosych przy ul. Łobzowskiej zaczyna się w roku 1867 sprowadzeniem Karmelitanek do Poznania. Z inicjatywą tą wystąpiły panie Ziemianki Wielkopolskie gotowe pokryć koszta fundacji oraz ks. Aleksander Jełowicki, który całą sprawę omówił z S. Jadwigą hr. Wielhorską, profeską Karmelu w Carcassonne we Francji. Projekt fundacji został poparty  przez O. Dominika, Generała Zakonu oraz przez  Abpa Ledóchowskiego.  Zdecydowano zwrócić się z prośbą  o fundatorki  do Klasztoru w Liège – Cornillon i tam skierować  S. Jadwigę Wielhorską, wyznaczoną na Przeoryszę, aby mogła wcześniej zapoznać się z towarzyszkami i stylem życia w Cornillon

Dnia 15 lipca 1867r do Poznania przyjechały fundatorki: jedna Polka i 7 zakonnic z Belgii. Przez 3 lata mieszkały w domu przy ulicy Wieżowej, potem przeniosły się do wybudowanego obok Klasztoru.

Były to: M. Jadwiga od św. Jana od Krzyża – Przeorysza

2) M. Teresa od Jezusa – (Steinmetz)

3)M. Agnieszka od Jezusa – (Piron)

4)S. Izabela od Aniołów- (Lousberg)

5)S. Joanna od Krzyża- (Pollet)

6)S. Julianna od Najśw. Sakramentu – (Roels)

7)S. Stefania od Apostołów – (Romain)

8)S. Maria od św. Józefa Niemka z Nadrenii

W czasie prześladowania Kościoła   przez Bismarcka („Kulturkampf) zostały wysiedlone z Poznania i 10 listopada 1874r udały się do Krakowa gdzie najpierw zamieszkały w Klasztorze na Wesołej. Przyjechała z nimi nowicjuszka S. M. Ksawera – z hr. Grocholskich, księżna Czartoryska, wdowa po księciu Witoldzie.Po kilku miesiącach bracia S. Ksawery: Stanisław i Tadeusz Grocholscy zakupili teren obecnego naszego ogrodu ( park Kremerowski ) wraz z obszerną willą.  Bracia s. Ksawery dali duży wkład w przystosowanie tego miejsca do warunków życia klasztornego. Wzięli w swoje ręce sprawy związane z kupnem posiadłości, zorganizowali remont willi i przystosowali ją do stylu życia zakonnego. Dobudowali do niej niewielką kaplicę dla wiernych, która została poświęcona w uroczystość św. Jana od Krzyża przypadającą wtedy na dzień 24 listopada 1875 r.  Siostry miały zamiar zamieszkać tutaj tylko na czas konieczny, aż będą mogły wrócić do Poznania. Tymczasem pozostałe siostry w Poznaniu, zamiast doczekać się lepszych warunków politycznych,  w których odłączona część sióstr czasowo  przebywających w Krakowie miałaby wrócić do Poznania, niestety musiały się zmierzyć z ostatecznym werdyktem nakazującym kasatę klasztoru poznańskiego. Siostry dostały nakaz opuszczenia miasta 1 października 1875 r. Zmuszone do wyjazdu dołączyły do sióstr na Łobzowie. Tutaj siostry spędziły 30 lat.

Budowa nowego klasztoru

Tymczasem w Karmelu na Łobzowie liczba przyjmowanych kandydatek wzrastała, a klasztor pomimo rozbudowania stawał się coraz mniej funkcjonalny, gdyż okazało się, że panuje w nim wyjątkowa wilgoć. W 1879 r. konwent postanowił wznieść nowy klasztor w miejscu bardziej suchym. Starania o zgromadzenie potrzebnych funduszy do rozpoczęcia budowy zostały podjęte jesienią 1880r. Wtedy nową przeoryszą została m. Joanna od Krzyża (Pollet). Za jej zgodą s. Maria Ksawera (Czartoryska) zwróciła się z prośbą o pomoc materialną do swojej szwagierki hrabiny Izabelli z Czartoryskich Działyńskiej, mieszkającej w Paryżu w Hotelu Lambert. Dzięki cierpliwie gromadzonym funduszom w 1888r. teren klasztorny siostry otoczyły wysokim murem. Pod koniec 1890r. Stefan Żołdani – architekt pozyskany dla konwentu przez pośrednictwo kardynała Albina Dunajewskiego wykonał plan nowego klasztoru na wzór belgijskiego w Cornillon, który i tak przeszedł liczne poprawki. Projekt Żołdaniego nie doczekał się realizacji. Rozkład pomieszczeń był dobry, ale według kronik klasztornych „całość zbyt wiele miejsca zabierała, korytarze za szerokie, cele za duże”.      Równocześnie w tych latach siostry podjęły się fundacji w Przemyślu, co znacznie zmniejszyło fundusze gromadzone na budowę klasztoru łobzowskiego.

Po śmierci Stefana Żołdaniego, projektem klasztoru zajął się znany i ceniony wówczas w Krakowie architekt Tadeusz Stryjeński. Stało się to za sprawą jego matki Pauliny z domu de Lestoca, Szwajcarki, którą od dawna łączyły przyjazne stosunki z Karmelem na Łobzowie.  To ona poleciła siostrom swojego syna Tadeusza i prosiła je, skoro siostry jej wyznały pragnienie wybudowania nowego klasztoru, żeby jemu dały tym się zająć. Wyznała nawet, że codziennie się modli, by matki innego architekta nie wybierały tylko jej ukochanego syna Tadeusza.

We wrześniu 1900 roku, podczas wizytacji ojciec prowincjał Jan Chryzostom od Wniebowzięcia NMP ( Lamoś) udzielił siostrom wiele cennych uwag praktycznych co do planu i projektów budowy klasztoru, a nawet on sam zadecydował o wyborze miejsca, w którym siostry miały postawić klasztor.  Wszczęto starania o potrzebne pozwolenia i przygotowania. Gdy wszystko było gotowe budowę rozpoczęto wiosną 1903 roku. Przed wykopaniem fundamentów zgodnie z najlepszym zwyczajem pana Stryjeńskiego i na jego życzenie została odprawiona w kaplicy sióstr Msza św. o Duchu Świętym. Stryjeński był na niej obecny razem ze swoim pomocnikiem i zastępcą architektem Franciszkiem Mączyńskim.

Innego dnia, gdy do klasztoru przybył ojciec Rafał Kalinowski wszyscy robotnicy na czele z p. Stryjeńskim zebrani jeszcze raz w kaplicy, otrzymali z rąk o. Rafała szkaplerz święty w intencji, aby Maryja strzegła ich, by nikt z rusztowania nie spadł i bezpieczny był od jakiegokolwiek wypadku, co jak się okazało, spełniło się do końca. Tadeusz Stryjeński na przestrzeni sześćdziesięciu lat swojej pracy zaprojektował 120 budynków, ale tylko na jednym z nich, na łobzowskim Karmelu w oryginalny sposób zostawił ślad po sobie. Swój udział w powstaniu kościoła zaznaczył umieszczając wysoko nad wejściem w zwieńczeniu prawego pilastra fasady swą wyrzeźbioną kamienną głowę w kamiennym kapeluszu o szerokim rondzie, jaki wtedy nosili artyści.

Dnia 13 lipca 1905 r. ks. bp Anatol Nowak, sufragan krakowski, konsekrował klasztor i kościół pod wezwaniem opieki św. Józefa. W uroczystej procesji z Sanctissimum wprowadził zgromadzenie do nowego domu, zaprowadzając w nim klauzurę papieską. Prace wykończeniowe trwały jeszcze przez wiele lat.

Już od początku istnienia zgromadzenie łobzowskie podejmował wiele inicjatyw. Siostry w dużej mierze przyczyniły się do odrodzenia życia karmelitańskiego w Polsce. Po fundacji  w Przemyślu współuczestniczyły w 1891 r. w reorganizacji życia zakonnego w nowo założonym klasztorze lwowskim. Przyczyniły się również do odnowy życia oo. karmelitów bosych czyniąc starania u generała Zakonu o pomoc dla klasztoru w Czernej. Wybitną rolę w staraniach o reformę klasztoru w Czernej odegrała wspomniana na początku m. Jadwiga od św. Jana od Krzyża (Wielhorska) i potem również m. Maria Ksawera. Siostry gorliwie zabiegały też o wstąpienie do Karmelu Józefa Kalinowskiego, dziś św. Rafała Kalinowskiego, wówczas opiekuna i wychowawcy Gucia Czartoryskiego – krewnego m. Ksawery – dziś bł. ks. Augusta – salezjanina. Były także inicjatorkami budowy klasztoru karmelitów bosych w Krakowie przy ulicy Rakowickiej.

I Wojna światowa

Dalsza historia Karmelu na Łobzowie naznaczona jest ciężkimi skutkami wojennymi. W czasie I wojny światowej, zaraz po jej rozpoczęciu zgłosiła się do klasztoru komisja wojskowa oznajmiając ówczesnej przeoryszy Teresie od Jezusa, że przychodzą zarekwirować cały klasztor, a siostry mają się przenieść do sióstr na Wesołą. Na usilne prośby przeoryszy pozwolono siostrom zostać w jednej trzeciej części klasztoru, a dwie trzecie ,musiały oddać na szpital. Równocześnie nadszedł list od krakowskiego księcia biskupa Adama Sapiehy, w którym donosił, że uczynił wszystko, co w jego mocy, by wspólnotę uchronić od szpitala, ale nie był w stanie zapobiec temu. Na końcu listu napisał: „Przyjmijcie w chorych samego Chrystusa Pana”. Matka przeorysza w odpowiedzi na to, kazała zaraz część klasztoru wydzieloną na zamieszkanie dla sióstr oddzielić od części szpitalnej drewnianym zaszalowaniem, w którym były wmontowane drzwi zamykane na dwa klucze i stanowiły prowizoryczną klauzurę. W tym czasie już zwożono łóżka. Siostry wykorzystując ostatnie chwile, zanim dowiozą rannych żołnierzy, posprzątały dla nich pomieszczenia     i porozwieszały nad łóżkami święte obrazy, na co naczelny lekarz wojskowy nie mógł wyjść  z podziwu, jak pięknie wszystko zostało urządzone.

Wkrótce przyjechał o. prowincjał Chryzostom, by zobaczyć, jak siostry zabezpieczyły klauzurę. Wyraził wielkie uznanie dla zgromadzenia, że doskonale zachowuje klauzurę pomimo umieszczenia szpitala w większej części klasztoru. Chociaż warunki klasztorne z tego powodu były bardzo uciążliwe, jednak siostry regularnie brały udział w aktach wspólnych. Pomimo ciasnoty zachowywały milczenie, co żołnierze z podziwem dostrzegli mówiąc: „Tyle jest mniszek, a nigdy nie słychać je mówiące”. Wielu spośród ciężko rannych dzięki przezorności sióstr miało okazję skorzystać  z duchowej pomocy kapłańskiej, zwłaszcza, że niektórzy z nich w ostatniej chwili przed śmiercią mogli się wyspowiadać i otrzymać absolucję.  Mijały lata wojny. W 1920 roku nadeszły z Rzymu pozwolenia na wyjazd sióstr do Poznania. Dnia 17 czerwca Ojciec Prowincjał Jan Chryzostom od Wniebowzięcia Matki Bożej odwiedził klasztor i wyznaczył do Poznania siedem sióstr wraz z matką Mieczysławą Marią, która została przełożoną w tej trzeciej już fundacji w Poznaniu podjętej przez klasztor łobzowski. Fundacja ta rozpoczęła się 3 lipca 1920 roku. A na Łobzowie szpital nadal zajmował pomieszczenia sióstr. Przeorysza interweniowała u władz wojskowych o zwolnienie klasztoru. Siostry na tę intencję odprawiały nowennę do św. Józefa. Dnia 12 lutego 1921 roku przyszedł rozkaz od szefa szpitala okręgowego, by przenieść chorych i opuścić klasztor. 25 dnia tego samego miesiąca można już było zamknąć klauzurę. Opuszczona część klasztoru pozostawała bardzo zniszczona i brudna, że jak podaje siostra kronikarka „kto tego nie widział, to wyobrażenia nie ma”. Od razu zostały podjęte prace porządkowe. Klasztor wkrótce został odnowiony. Renowacji dokonał architekt Franciszek Mączyński. Po prawie siedmiu latach życia w wielkiej ciasnocie siostry mogły powrócić każda do oddzielnej celi.

II Wojna światowa

Minęło 18 lat i wybuchła kolejna wojna światowa. Dnia 3 września 1939 r. atmosfera grozy ciążyła nad klasztorem od samego niedzielnego poranka. Przeczuwając wielkie niebezpieczeństwo matka przeorysza rozdała siostrom po Mszy św. poświęcone paski św. Józefa z intencją, aby strzegł wszystkich sióstr i chronił od nieszczęścia, zwłaszcza, że wyczuwało się ogólny niepokój i zagrożenie. Wkrótce zaczęło się bombardowanie klasztoru. Dziewięć sióstr w tym czasie odprawiało w chórze rachunek sumienia. Siostry cudem ocalały w tym dniu. Dwadzieścia bomb spadło na klasztor. Nie wszystkie eksplodowały. Sami Niemcy uznali to za cud i uwierzyć nie mogli, że żadna siostra nie zginęła, podczas gdy przed kościołem zginęły trzy osoby i siedem zostało rannych. W czasie trwania wojny często przychodziły komisje oglądać klasztor celem zabrania go na jakiś szpital, ale gdy widzieli zniszczenia odchodzili. Żałowali, że chór został tak bardzo zrujnowany. Ostatnia komisja złożona z 15 osób na czele z Stadt-hauptmannem Krömerem w 1943 r. badała cały obiekt klasztorny od strychu do suteren i zadecydowała zabranie go dla cofającego się wojska. 23 grudnia 1943 r. siostry dostały rozkaz wysiedlenia zmuszający do opuszczenia klasztoru i przeniesienia się znowu do Karmelu na Wesołą. Według relacji matki przeoryszy sam Krömer był w Karmelu przy ul.Kopernika i polecił serdecznie przyjąć siostry z Łobzowskiej. Siostry na Wesołej uczyniły to z wielką miłością, a siostry łobzowskie tym bardziej były wdzięczne za tę dobroć i gościnę, gdyż całe zgromadzenie, z wyjątkiem 3 sióstr, było wtedy chore na grypę. Niemieckie wojsko przebywało w klasztorze na Łobzowskiej wraz ze sztabem do 19 stycznia 1945 roku. Siostry wróciły do swego klasztoru dopiero po wyzwoleniu Krakowa w lutym 1945 r. Z wielkim trudem przez wiele lat odbudowywały zrujnowany klasztor.

II Połowa XX wieku

7 grudnia 1958 roku Karmel łobzowski podjął się następnej fundacji, tym razem w Elblągu, natomiast w 1991 r. trzy siostry włączyły się w podjętą przez karmelitanki bose z Dysa fundację na Ukrainie w Kijowie.

 

 

 

 

 

 

 



Galeria